Rozświetlacz Goddess of Love oraz korektor Anti age Maybelline – opinia

Hej!

Chciałabym się z Wami podzielić moją opinią i odczuciami na temat dwóch produktów, które wczoraj do mnie dotarły. Zacznę od korektora Anti age Maybelline. Odcień, który posiadam to light, ale wcale nie jest zbyt jasny. Jest waniliowo-żółty, czyli idealny dla cery naczynkowej jak moja. Niestety zastanawiam się, czy nie jestem aktualnie zbyt blada na taki kolor. Dla mnie to zdecydowanie nie light, a sand 🙂

WP_20161118_053.jpg

Wiecie z poprzednich postów, że lubię takie żółtawe korektory, lecz zastanawiam się, czy nie byłby bardziej odpowiedni na lato. Produkt na żywo jest trochę ciemniejszy niż na fotografiach, które są rozświetlone przez lampę.

DSC09876.JPG

Jeśli chodzi o krycie, a co za tym idzie wydajność to jest naprawdę nieźle! Nie musiałam zużyć zbyt wiele produktu, żeby uzyskać idealne krycie, za co duży plus  😉 

Produkt nie wchodzi w pory, nie uwydatnia ich, ale zastanawiam się o co chodzi z tym „anti age”? Skóra wcale nie wygląda młodziej  🙂  Zresztą jak miałoby to być możliwe za sprawą korektora, który raczej w mniejszym lub większym stopniu obciąża tą okolicę. Ponad to stosuję spore ilości pudru transparentnego, co może powodować, że zmarszczki w okół oczu są bardziej widoczne. Dla mnie to absolutna konieczność, głownie z uwagi na idealne utrwalenie makijażu i zmatowienie cery. 

Sądzę, że z wielką przyjemnością kupię ten produkt ponownie  😉

DSC09899.JPG

Przejdźmy do mojej opinii o rozświeltaczu, w którym ujęło mnie opakowanie w kształcie serca. Mowa oczywiście o Goddess of Love marki Makeup Revolution. Jak tylko otworzyłam opakowanie zaniepokoiła mnie ilość drobinek wpadających w róż. Kupowałam go w sklepie internetowym, gdzie nie do końca było to zauważalne, ponad to był polecany przez użytkowniczki.

WP_20161118_003.jpg

WP_20161118_007.jpg

Nie ukrywam, że jest to problem. Przepadam za rozświetlaczami w złotych tonacjach, cóż pospieszyłam się z zakupem…

WP_20161118_021.jpg

Produkt pięknie się mieni i jest wydajny. Na zdjęciach jego różowy odcień tak bardzo nie rzuca się w oczy, jednak na żywo jest bardziej intensywny. Na nosie mam rozświetlacz Wibo, Goddess powędrował jedynie na kości policzkowe. Choć serduszko mnie nie powaliło, to sądzę, że powoli go zużyje, ale tylko z uwagi na kolor nie będzie to mój must have. Sądzę, że sprawdzi się świetnie na wieczorne wyjścia, w dzień chyba wolę nie mienić się na różowo  😀  Z pewnością muszę mieć w zapasie Lovley gold z Wibo, chociażby do rozświetlenia nosa, czy łuku kupidyna. W tych okolicach jakoś różowego rozświetlacza nie widzę.

DSC09870.JPG

Uwierzycie, że kiedyś nie byłam fanką rozświetlaczy? Uważałam, że nie nadają się dla osób o tłustej cerze, oraz uwydatniają pory. Nie mogę się z tym do końca nie zgodzić, jednak dzisiaj możemy sobie świetnie radzić ze świecącą cerą. Wystarczy dobrać odpowiedni podkład oraz puder transparentny. Pięknie uwypuklona poprzez drobinki rozświetlacza kość policzkowa wygląda spektakularnie i to zdecydowanie wygrywa z uwagami powyżej  😉

DSC09881.JPG

W kolejnym poście zaprezentuję Wam wściekły i seksowny odcień błyszczyka matowego z Bourjois  😀  Może wyjdzie z tego sylwestrowa propozycja? 

Całuję!!!

5 uwag do wpisu “Rozświetlacz Goddess of Love oraz korektor Anti age Maybelline – opinia

  1. Też jestem zakochana w rozświetlaczu Wibo- stosuję go na nos, nad bronzerem oraz nad ustami (oczywiście z umiarem!;))
    Korektorowym hitem jest dla mnie Eveline Art Scenic, próbowała go Pani?:)

    P.s. Jak zdrówko? 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s