Makijaż dzienny z wykorzystaniem stonowanych brązów

Cześć!

Dzisiaj od rana pobolewa mnie gardło i to bardzo mnie martwi. Nie chciałabym na samym finiszu się rozchorować, a antybiotyk w ogóle nie wchodzi w grę. Mam nadzieję, że się obejdzie i wystarczą domowe, sprawdzone sposoby. Oby! Za chwilę wybieram się do lekarza i mając chwilę czasu nie mogłam nie zrobić dla Was zdjęć, zwłaszcza, że jest dzisiaj niesamowite światło. Mamy piękny zimowy, słoneczny dzień. 

Prezentowany makijaż, to taki troszkę mój powrót do przeszłości, ponieważ opiera się o uwielbiane niegdyś brązy. Ostatnie posty obfitują w kolory żywe i odważne, więc dzisiaj chciałam Wam zaproponować bardziej stonowaną kolorystykę.

DSC00492.JPG

Zastosowane cienie to paletka mocha late marki Avon, którą mam w swojej kosmetyczce od lat oraz Inglot numer 302. Pisałam Wam kiedyś, że mam zastrzeżenia do tego, jak rozciera się Inglot, ale kolor jest piękny. Odcienie są matowe, więc uznałam, że dzisiejsza propozycja to idealny makijaż dzienny. 

DSC00476.JPG

DSC00480.JPG

Sam odcień brązu nie specjalnie gryzie się z zielona tęczówką, lecz podbijając go lekko bordowym cieniem z pewnością uzyskamy ciekawszy efekt końcowy. Cień przeciągnęłam aż do linii nosa, aby optycznie powiększyć powierzchnię powieki. Dolną powiekę pomalowałam bardzo delikatnie, a na wodnej linii dolnej powieki znajduje się białą kredka.

SONY DSC

DSC00488.JPG

Ponownie połączyłam ze sobą dwa bronzery – Eveline 51 mat oraz Inglot 508. Inglot bardzo fajnie niweluje lekko pomarańczowy odcień Eveline. 

SONY DSC

DSC00475.JPG

DSC00491.JPG

Na ustach widzicie Dose of Colors sand, bez domieszek oraz konturówki. Uwielbiam ten błyszczyk za trwałość i przede wszystkim za odcień 😉 

DSC00478.JPG

Wczoraj przestraszyłam się, że będę musiała pożegnać moje Lilly lashes, ponieważ niechcący pomalowałam je na górze tuszem do rzęs. Bardzo brzydko się skleiły i nie bardzo miałam pomysł co z tym zrobić. Dzisiaj namoczyłam jednorazową szczoteczkę do rzęs i przeczesałam je dokładnie i kilkakrotnie. Bardzo dobrze im to zrobiło. Są odświeżone i pięknie rozczesane. Jednym słowem dostały drugie życie, więc kto wie ile mi jeszcze posłużą. Przypominam, że tę jedną parę mam od czerwca 😉 To co ważne, to aby nie odrywać na siłę resztek kleju z paska. W ten sposób bardzo szybko możemy je podrzeć. Ja z nadmiarem zaschniętego kleju radzę sobie odcinając go nożyczkami. Mimo, że chętnie ponoszę jeszcze moje ulubione „Hollywood”, to w następnym poście zaprezentuję Wam model „Miami” 😉 

DSC00486.JPG

Jeśli chodzi o resztę wykorzystanych produktów do przygotowania skóry, odsyłam do postu, w którym macie je wyszczególnione https://nataliamakeupblog.wordpress.com/2017/01/18/troche-teorii-oraz-lista-wykorzystanych-ulubionych-kosmetykow/

Pędzę do lekarza zobaczyć moją dzidzię 🙂 Do następnego!

Całuję!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s